poniedziałek, 17 lipca 2017

#11.



I don't wanna do this anymore

I don't wanna be the reason why

Everytime I walk out the door

I see him die a little more inside

I don't wanna hurt him anymore

I don't wanna take away his life

I don't wanna be a murderer


            Znacie to beznadziejne uczucie bezsilności wobec własnych myśli i uczuć? Jakby nagle zaczęły żyć własnym życiem, nie zważając na was? Z całą pewnością znacie. W ten sposób życie udowadnia, iż jest spieprzone na miliony różnych sposób. Czasem nie ważne jak bardzo się człowiek stara i ile wysiłku wkłada. Po prostu z góry skazany jest na niepowodzenie, by przekonać się, że dorosły żywot nie jest taką bajką, jak wydaje się dzieciom. Życie ludzkie okazuje się być naprawdę ciężką pracą, jak nie najcięższą jaką dane nam jest doświadczyć. Gdyby nie wydarzało się w nim nic niespodziewanego i nieoczekiwanego, to prawdopodobnie stwórca umarłby z nudów w czasie obserwacji swoich ziemskich potomków. Musiał nieustannie wystawiać ich na próby, by przekonać się, czy są naprawdę godni powierzonej im misji. A tą misją było właśnie egzystowanie i to w najgłębszym tego słowa znaczeniu. Nieustanne upadanie i wstawanie. Przeżywanie bolesnych i rozczarowujących zdarzeń. Kochanie i nienawidzenie. Płakanie i śmianie. Przetrzymanie choćby najgorszego, bo zawsze była nadzieja, że po burzy, wyjdzie choć na chwilę słońce.
            A tego, potrzebowała najbardziej. Właśnie choćby najdrobniejszych promyków słońca, bo ostatnimi czasy wydawało jej się, że tkwiła aż po uszy w jakimś gradobiciu.
 - Nie cierpisz róż. – podnosisz wzrok sponad biurka słysząc dźwięczny męski głos
 - Gówno wiesz. – grzmi – Czego chcesz?
 - Do każdego klienta tak miło się odnosisz? – siada naprzeciwko niej
 - Tylko do tego, który sobie na to zasłużył. – zmierzyła go spojrzeniem – Więc?
 - Chyba mam jakąś umowę do podpisania. – rzuca od niechcenia na co ona potakuje i zaczyna wyszukiwać wzór dokumentu o jakim mówił. Kiedy po gorączkowych poszukiwaniach udaje jej się w końcu go odnaleźć, bez słowa podaje kartki swojemu rozmówcy. Dopiero po dłuższej chwili ciszy orientuje się, że jego wzrok wcale nie jest utkwiony w tekście, a na niej.
 - Przestań. – przełyka głośno ślinę
 - Przecież powiedziałaś, że kochasz kogoś innego, dlaczego więc mój wzrok cię kłopocze?
 - Dobrze wiesz czemu. – wydusza z siebie
 - No właśnie nie wiem. – mówi wprost – Może mnie oświecisz.
 - Bo za każdym razem, gdy na ciebie patrzę… - wzdycha cicho – Mam przed oczami to wszystko. To o czym wydawało mi się, że zapomniałam.
 - Nie da się ot tak wymazać pamięci.
 - A szkoda. – spogląda na niego – Jeśli to wszystko, to wybacz mi, ale jestem umówiona.
            Pozostawia swojego rozmówce w pomieszczeniu, pośpiesznie opuszczając budynek. Nie miała pojęcia dlaczego każde kolejne spotkanie z nim wywoływało w niej tak wiele emocji, ale naprawdę nie chciała tego wiedzieć, czy też dopuścić do świadomości. Wolała się skupić na Sebastianie, z którym umówiła się na lunch.
 - Sebastian, dlaczego tak bardzo mnie naciskasz w kwestii ślubu? – wzdycha – Gdzie ci się śpieszy?
 - Chcę żebyś została moją żoną jak najszybciej, to źle? – na jego twarzy jawi się grymas – Ale widzę, że ty wcale nie masz na to ochoty.
 - Oczywiście, że mam. –przewraca oczami – Po prostu nie uważam, że to dobry czas.
 - Bo co, bo ten gnój znowu namieszał ci w głowie? – atakuje ją
 - Tu nie chodzi o niego. – odpowiada mu – Chociaż tobie najwyraźniej właśnie o to chodzi. Aż tak mi nie ufasz?
 - Kurwa Lilianne, ty naprawdę niczego nie rozumiesz. – przeciera twarz dłonią – Nie zapomina się pierwszej miłości.
 - I przez jakieś stare i głupie porzekadło chcesz mnie zmusić do ślubu na swoich warunkach?
 - Masz mnie za jakiegoś idiotę? – prycha – Odkąd rzekomo pracujesz dla niego chodzisz rozkojarzona albo jesteś wiecznie zajęta. Dostajesz pieprzone kwiaty z miłosnymi liścikami. Jeszcze może się okaże, że pieprzy cię za moimi plecami.
 - Jak możesz w ogóle mówić coś takiego! – wybucha
 - Bo już mam dość zastanawiania się, czy przypadkiem gdzieś cię nie posuwa w ramach pracy. – mówi wściekły – To mi zawdzięczasz to, gdzie teraz jesteś, gdyby nie ja, w życiu nie pozbierałabyś się po rozstaniu z tym gnojem.
 - Dobrze, skończę pracę dla niego, jeśli tego naprawdę chcesz. – przygryza policzek, aby się nie rozpłakać
 - Właśnie tego chcę. – grzmi – Musisz pożegnać go raz na zawsze Lilianne, inaczej nie zamierzam dalej ciągnąć cię na swoich plecach.
            Przekaz jego słów był dla niej dość jasny. Musiała raz, na zawsze pożegnać się z przeszłością. Nie mogła ryzykować tego wszystkiego, co miała w życiu. Na pewno nie dla osoby, która tak bardzo ją zraniła.
            Jednak wykonanie tego planu, wydawało się być o wiele trudniejsze. Zważając na to, jak kończyły się ich ostatnie spotkania, była pełna obaw. Przede wszystkim o to, czy będzie naprawdę w stanie to zrobić. Nie dlatego, że coś do niego czuła, a tak właśnie jej się wydawało. Dlatego, że wyzwalał w niej aż tyle jakże sprzecznych emocji. Takich nad którymi w ogóle nie potrafiła zapanować.
 - Lili, ale wiesz, że pojawia się podstawowe pytanie. – mówi Leah – Nienawidzę dupka za to, że złamał ci serce, ale sama mówisz, że nie wiesz co się z tobą dzieje. A wiesz, że to może znaczyć, że jednak wcale nie zapomniałaś.
 - Tego się boję najbardziej. – odpowiada słabym głosem
 - Nie mogę zdecydować za ciebie. – mówi kobieta – Musisz wybrać najsłuszniejszą dla siebie opcję. Najsłuszniejszą dla swojego serca, bo jego nie da się w żaden sposób zagłuszyć. Wiesz to Lils. – kładzie dłoń na jej ramieniu
 - Co jeśli ja sama nie wiem już gdzie jest granica między tym, co myślę, a czuję?
 - Cóż, na pewno nie powinnaś ślepo kierować się instrukcjami Sebastiana. Mam wrażenie, że on jest okropnie zaślepiony zazdrością i nie myśli racjonalnie.
 - Zazdrością? – unosi brwi ku górze – Niby o co?
 - Lili, nie obraź się na mnie za to, co powiem. – wzdycha – Znamy się od dziecka. Widziałam jak patrzył na ciebie Gregor i jak ty, patrzyłaś na niego.
 - To była tylko nastoletnia miłość.
 - A co jeśli nią nie była? – patrzy prosto w jej oczy – Ja tylko głośno myślę, bo widzę w twoich oczach, że każde kolejne spotkanie z nim nie jest ci obojętne.
 - Nie da się tak po prostu zapomnieć o swojej pierwszej, wielkiej miłości. –wzdycha – Co byś zrobiła na moim miejscu?
 - Chyba pozwoliłabym temu dupkowi, znaczy Gregorowi powiedzieć to, co ma do powiedzenia. A potem dopiero bym się zastanawiała.
            Była kompletnie skołowana całą sytuacją. Każde z możliwych rozwiązań, wydawało się być dla niej wątpliwe bo czuła się jak między młotem, a kowadłem. Dotychczas wszystko wydawało się jej być proste. Była szczęśliwa z Sebastianem i to właśnie  z nim planowała swoją przyszłość. Tylko, że w tej chwili nie potrafiła już powiedzieć tego z takim przekonaniem. W jej głowie zaczęło nagle pojawiać się co raz więcej wątpliwości.
            A wszystkie problemy zaczęły się pojawiać w tym samym czasie, w którym w jej życiu ponownie pojawił się on. Wcześniej się jeszcze łudziła, ale nie widziała zupełnie możliwości, aby był to przypadek czy głupi zbieg okoliczności. Jego pojawienie było tylko czynnikiem zapalnym dla jej niepowodzeń w życiu prywatnym. Nie mogła pozwolić by problemy zaczęły się jeszcze bardziej nawarstwiać, bo już w tej chwili ledwie była w stanie nad tym wszystkim zapanować. O ile w ogóle jeszcze to robiła.
 - Nie unikaj mnie. – mówi rozpaczliwym tonem głosu
 - To jest łatwiejsze. –odburkuje
 - Wcale nie. –kręci głową – Zależy mi na tobie Sebastian, wiesz to.
 - Mam wątpliwości. – odpowiada gorzko – Myślę, że jak pobędziesz sama ze sobą, to może zmądrzejesz i w końcu wybierzesz dobrze.
 - Co masz na myśli? – ściąga brwi
 - Wyjeżdżam z Klausem na konferencję do końca tygodnia. – mówi – Wierzę, że do tego czasu zażegnasz te niepotrzebne przeszkody i wrócisz na właściwą drogę.
 - Pozwól, że sama zdecyduję.
 - Tu nie ma żadnego wyboru. –prycha – Ja jestem jedynym, który może cię uszczęśliwić i doskonale o tym wiesz. – dodaje obojętnym tonem głosu sprawiając, że po raz kolejny poczuła od niego niesamowity chłód i wyrachowanie, którego nigdy wcześniej u niego nie widziała.
            Wedle zapowiedzi, zniknął z jej horyzontu na parę dni. Pewnie gdyby stało się to kilka miesięcy wcześniej, wyraziłaby z tego powodu głębokie ubolewanie. Jednak w obecnej chwili wydawało się to być zbawieniem. Potrzebowała chwili z dala od niego i jego władczych komend. Bo tylko względny spokój i rozsądek mogły ją wyciągnąć z tej patowej sytuacji.
- Nie pożałuje pan tej decyzji. – uśmiecha się deweloper, gdy ostatecznie udaje mu się sfinalizować z pomocą panny Weiner kolejną z umów
 - Taką właśnie mam nadzieję. – odpowiada nabywca
 - Panna Weiner nie wcisnęłaby naszemu zasłużonemu sportowcowi byle bubla.
 - W rzeczy samej. – wymusza uśmiech by po chwili krótkiej rozmowy pożegnać się ze swoim rozmówcą.
            Stała w bezruchu wpatrując się w czubki swoich butów. Była naprawdę zdenerwowana, bo w żaden sposób nie wiedziała jak podjąć temat i co w ogóle usłyszy. A przede wszystkim nie wiedziała jak to zniesie bo przestawała panować nad własnymi emocjami.
 - Lilianne? – przerywa w końcu ciszę – O co chodzi?
 - Masz pięć minut. – wydusza z siebie – Chciałeś mi coś powiedzieć, więc to jest właśnie ten czas.
 - Będę potrzebował zdecydowanie więcej niż cholerne trzysta sekund. – odpowiada z przekąsem
 - Po prostu to powiedz i daj mi już święty spokój. – wybucha
 - W porządku. – kiwa głową po czym milknie, zbierając swoje myśli w jakkolwiek spójną całość – Gloria miała w zupełności rację, we wszystkim co mi powiedziała, choć pierwotnie ją wyśmiałem. A wiesz co mi powiedziała? – spogląda prosto w jej oczy – Że tylko i wyłącznie ja, ponoszę winę za to wszystko. Będąc u szczytu kompletnie zatraciłem samego siebie. Stałem się kimś obcym samemu sobie. Gnałem po trupach, nie zważając na żadne konsekwencje bo wydawało mi się, że jestem pieprzonym królem świata. – przełyka ślinę – Dałem się zwariować światu, do którego tak naprawdę nigdy nie pasowałem. Pozwoliłem by moje życie wymknęło się z rąk i toczyło się wedle reguł, dyktowanych mi przez innych. Już od pierwszego sukcesu zacząłem powoli zagłębiać się w mrocznej stronie sławy. Byłem głupim gówniarzem, któremu wydawało się, że wie wszystko najlepiej, a tak naprawdę to gówno wiedziałem. – na jego twarzy pojawia się grymas – A los nie zapomina dupkom ich pojebanych czynów. Tych życie kopie potem z potrojoną siłą, raz po razie, sprowadzając ich prosto z wyżyn do parteru. Byłem idiotą, bo w tym całym amoku nie doceniałem czegoś, co miałem w życiu najważniejszego. Nie skoków, sukcesów, sławy. Ciebie. – jego wzrok tkwi w jej oczach – Skrzywdziłem osobę, dzięki której udawało mi się w tym całym szaleństwie być w choć małym stopniu tym samym chłopakiem, którym byłem przed tym całym szałem. Nie mówię ci tego dlatego, że chcę błagać cię o wybaczenie. – robi krok ku niej – Nie zasługuję na nie.  Gdybym mógł cofnąć czas,  oddać te wszystkie trofea i tytuły, zrobiłbym to bez wahania. Bo to nie one wyznaczają wartość człowieka, tylko jego czyny. A moje skazały mnie na wieczny mrok i cierpienie. – wzdycha – Kochałem cię każdą najdrobniejszą częścią mojego ciała i nie mam żadnych wątpliwości co do prawdziwości tego uczucia. – kręci głową – Sam nie do końca rozumiem dlaczego pozwoliłem Sarze się omamić, ale nie cofnę czasu. Nie sprawię, że twoje serce wróci do stanu, w którym było przez trzy lata poprzedzające to zdarzenie. Pozwoliłem by sława, przysłoniła mi najważniejsze wartości. By zrobiła z mojego umysłu wodę. By pozwoliła mi poddać się wpływom pustej kobiety będącej jednocześnie częścią kadry fizjoterapeutów dla której to była rzekomo tylko zabawa. –przymyka oczy – Bóg mi świadkiem, że nie znajduję żadnych słów by usprawiedliwić to, że wtedy cię zdradziłem. Jak największy idiota uważałem to za zabawę, pieprzony profit z racji sławy, do którego mam prawo. Przysłoniło mi zdrowy rozsądek, bo żaden człowiek przy zdrowych zmysłach nie zraniłby największej miłości swojego życia. – wciąż nie odrywa od niej wzroku – Nie sądziłem, że prócz ciebie, zranię także siebie samego. Cierpiałem jak głupi, ale doskonale wiedziałem, że zasłużyłem sobie na to. Na wszystko, co najgorsze bo złamałem jedyną osobę w moim życiu, bez której nie potrafiłem żyć. A to zrozumiałem zbyt późno. – nabiera powietrza w płuca – Początkowo sądziłem, że jakoś to przetrwam. Skończyłem sezon z całkiem niezłym wynikiem, ale wtedy wszystko się posypało. Poczucie winy zjadało mnie od środka każdego kolejnego dnia i robi to aż do dzisiaj. Stałem się cieniem samego siebie. Wpadłem prosto w przepaść własnych błędów. Nie potrafię sam sobie wybaczyć tego, co zrobiłem. – krzywi się – Chciałem ci to wszystko wyjaśnić, ale ilekroć próbowałem się na to zdobyć, to po prostu tchórzyłem. Wiedziałem, że mnie nienawidzisz i nie chcesz mnie widzieć. Uznałem, że najlepszym, co mogłem wtedy dla ciebie zrobić, było po prostu zniknięcie z twojego życia i pozwolenie ci na bycie szczęśliwą z kimś, kto szczerze na ciebie zasłużył. Nawet jeśli miało by mnie to jeszcze bardziej wcisnąć w dół, w którym wciąż siedziałem. – gładzi kciukiem jej policzek – Przepraszam. Cholernie cię przepraszam, że cię zraniłem. Że musiałaś tyle przeze mnie cierpieć. Jesteś najlepszym, co w życiu mnie spotkało i cieszę się, że choć przez chwilę mogłem być tym szczęściarzem. Teraz masz prawo do życia z dala ode mnie. Przepraszam. – kończy swój wywód wciąż spoglądając w jej kierunku.
            Stała tam czując słone łzy, spływające po jej policzkach. Wszystkie wspomnienia wróciły do niej w jednej chwili, bombardując jej umysł i sprawiając, że serce przyśpieszyło bicia. Jego słowa szeroko otworzyły w jej umyśle szczelnie zamknięte drzwi tych chwil.
 - To wcale nie było najlepszym rozwiązaniem. – szlocha – Czekałam aż się odezwiesz. Aż dasz choć najmniejszy znak, że ci zależy. Z uporem maniaka sprawdzałam telefon, podskakiwałam w nadziei za każdym razem, gdy słyszałam pukanie do drzwi. Naprawdę czekałam na drobny gest z twojej strony. Miesiąc, dwa czy rok. Gdybyś stanął w tych pieprzonych drzwiach nawet po dwóch latach od naszego rozstania, to wybaczyłabym ci. Rzuciłabym ci się w ramiona jak wariatka, bo nie wyobrażałam sobie dalszego życia bez ciebie. Byłeś jak narkotyk, bez którego po prostu umierałam. Łudziłam się, że do mnie wrócisz, nawet pomimo faktu, iż chciałam cię nienawidzić za upokorzenie i złamanie mi serca. Swoim zniknięciem złamałeś mnie jeszcze bardziej, bo dałeś mi tym sposobem do zrozumienia, że byłam tylko chwilowym zauroczeniem. – głos jej drżał – Naprawdę cię kochałam. Kochałam tak, że czasem brakowało mi tchu.
 - Ja też cię kochałem. Uwierz mi. – mówi cicho opierając swoje czoło o jej – I za żadne skarby nie chcę i nie potrafię tego zapomnieć.
            Przypatruje mu się jak zaczarowana, dopóki jej plecy nie opierają się o ścianę, a on stoi tuż przed nią. Jego wzrok dokładnie wędruje po niemal każdym fragmencie jej twarzy. Dopiero w chwili, w której ponownie przenosi go ku jej tęczówkom, zdaje sobie sprawę, że wstrzymywała oddech, a jej serce niemal wyrywało się z piersi. W tej chwili nie było Sebastiana, ani niczego innego. Nagle znów była nastolatką, nie potrafiącą przez chwilę nie myśleć o nim.
 - Pozwól mi, choć ten ostatni raz. – szepcze jej do ucha, powodując, iż jej ciało przeszył dreszcz
 - Mówiłeś kiedyś, że nigdy się nie poddajesz. – odpowiada mu równie cicho
 - To prawda. – uśmiecha się, zmniejszając dystans między nimi – Jednak obawiam się, że ty już zdecydowałaś.
 - W tej chwili sama już nie wiem, co powinnam, a czego nie. – mówi rozpaczliwym tonem
 - Powiedz to.
 - Nie jestem pewna, czy naprawdę zapomniałam bo w mojej głowie panuje istny Armagedon. A wszystko przez ciebie. – łamie jej się głos
 - Jesteś dorosłą kobietą, sama będziesz wiedzieć, co będzie dla ciebie lepsze. A ja będę musiał z tym po prostu żyć, bo nie mam już żadnej nadziei. –wodzi opuszkami palców po jej policzku – Straciłem wszystko, co miałem lata temu. Nie zasługuję na nic, włącznie z tą chwilą.
 - Ludzie popełniają błędy, które doszczętnie niszczą wszystko wokół. – przygryza wargę – Ale ja ci wybaczyłam Gregor. Zrobiłam to lata temu, gdybyś  tylko… Gdybyś tylko wtedy się odezwał… - czuła jak z jej oczu zaczęły wydobywać się istne potoki łez – Wiesz, że to była nasza jedyna szansa na wspólne szczęście i przeszłość. Przegapiliśmy ją i teraz nie ma odwrotu.
 - Zawsze jest szansa. – pozwala by jej drobna dłoń, spoczęła na jego policzku
 - Wiesz, że nie możemy być razem. Nawet jeśli byśmy tego chcieli. – szlocha – Jest za późno.
 - Nie mów tak. – przygarnia ją do swojej piersi – Wciąż cię kocham.
 - Wiem. – mówi żałośnie – I dlatego właśnie to jest takie trudne Gregor.
 - Bo ty też to czujesz. – bardziej stwierdza aniżeli pyta po dłuższej chwili – Proszę cię, zastanów się. Proszę. – obejmuje ją jeszcze szczelniej
 - Nie utrudniaj mi tego. – chlipie – Musisz przestać na mnie czekać. – wyrywa się z jego objęć
 - Tylko, że nie potrafię. – mówi ze zbolałą miną – Bo moje życie bez ciebie nie ma wyrazu i żadna siła tego nie zmieni.
            To wyznanie złamało ją doszczętnie. Płakała jak mała dziewczynka, zastanawiając się, dlaczego właśnie jej musiało się to przytrafić. I dlaczego musiało tak bardzo boleć, bo w tym momencie czuła, jakby jej serce powtórnie rozsypało się na miliony drobnych kawałeczków.

~*~ 
Do konfrontacji z przeszłością doszło zdecydowanie szybciej niż to zakładałam, ale mam nadzieję, że nie będziecie narzekać ;) Rozdział dość emocjonalny, także i dla mnie samej było wyzwaniem, aby oddać jak największą prawdziwość tej chwili.  
PS. Zajrzyjcie również TUTAJ